Zielawa zdobyta

zielawaDwanaście osób pokonało kajakami całą rzekę Zielawę w ciągu kilkunastu godzin. Śmiałkowie walczyli nie tylko z wysoką wodą ale z licznymi przeszkodami w postaci zatorów, zalanych mostów i zmagali się przenoskami. Uczestnicy pokonali prawy dopływ Krzny o długości 64 km.


Zielawa wypływa ze sztucznego jeziora Mosty pod wsią Mosty. Początkowo nie ma ona nic wspólnego z rzeką jaką widzimy w Studziance. Wystartowaliśmy o godzinie 4:06 jeszcze przed wschodem słońca. Pierwsze kilometry to zmagania z zielem, małymi tamami i mostkami pod którymi czasami można było ledwo przecisnąć się. Minęliśmy lewo widoczny po prawej stronie Antopol. Po dopłynięciu do Hołowna tzw. Krainy Rumianku słońce już zaczęło przygrzewać. Tutaj dostrzegliśmy ciekawe obiekty w postaci instalacji artystycznych lubelskiego rzeźbiarza Sławomira Matyjaszewskiego. Inspiracją dla artysty były rozległe i bujne łąki nad rzeką Zielawą, przywodzące na myśl stepy akermańskie. Jak podają pomysłodawcy tej inicjatywy ze Stowarzyszenia Aktywizacji Polesia Lubelskiego podczas budowy łodzi, pojawiła się idea aby zadedykować je Polakom masowo wyjeżdżającym „ za chlebem”. Nawiązując do twórczości Adama Mickiewicza wielkiego Polaka, który w Sonetach Krymskich wyrażał rozpacz pielgrzyma stęsknionego za ojczyzną, z której wygnała go przemoc wroga, chcemy aby te łodzie były wyrazem tęsknoty rzeszy Polaków opuszczających nasz kraj ze względów ekonomicznych i jednocześnie zaproszeniem do powrotu. Po krótkim postoju ruszyliśmy dalej. Płynęło się trochę lepiej i szybciej. Dalej Zielawa płynie w kierunku północno-wschodnim. Na wysokości Podedwórza zrobiliśmy pierwszy postój i śniadanie na trawie. Kolejne kilometry upływały na szybszym płynięciu. Wody było zdecydowanie więcej i coraz częstszym widokiem były zlane łąki. Przez Rusiły dotarliśmy do Horodyszcza gdzie był kolejny postój. Wykorzystując zalane łąki zrobiliśmy kilka fotografii wśród zalanych do połowy bel siana. Po przepłynięciu 28 km znaleźliśmy się w Wisznicach gdzie przygotowany był już obiad. Po godzinnej przerwie popłynęliśmy dalej. Warto podkreślić, że rzeka Zielawa. Rzeka zupełnie inaczej wygląda z koryta. Dostrzega się bogatą roślinność i liczne mostki. Najbardziej malowniczy z nich widać w Dubicy koło Wisznic, gdzie płynąc kajakiem można odnieść wrażenie, że jest się w obrazie Claude Moneta „Japoński mostek w Giverny”. W rzeczywistości jest trochę większy niż na płótnie francuskiego impresjonisty. Na trasie po Zielawie odnajdziemy ponad 40 mostów, kładek i mosteczków.

Na całej trasie spływu widać prace bobrów. Takie przeszkody dodają smaczku wyprawie. Następnie płyniemy w kierunku Rossosza momentami ścinamy łąkami rzekę. Bardzo urokliwe miejsce przy moście w stronę Bordziłówki budzi zachwyt i podziw.
W Szeleście dopada nas burza, która udało się przewidzieć i dzięki temu znaleźliśmy schronienie pod mostem. Po przeczekaniu mocnego deszczu z gradem i piorunami płyniemy dalej.


Między miejscowością Szelest a Jusaki Zarzeka duża ilość zakrętów robi złudzenie, że płyniemy w kółko. Wody jest dużo więcej. Tutaj na moście zaplanowaliśmy kolejny postój. Płynąc dalej dostrzegamy z koryta rzeki wieżę kościoła neogotyckiego pw. Św. Piotra i Pawła w Łomazach z 1911 roku. W Łomazach mamy przepłynięte 42km czyli maraton. Kilak kilometrów i mamy Głuch pole, miejsce bitwy 15.09.1769 r. w której zginął płk Franciszek Ksawery Pułaski, brat Kazimierza: „Na tyłach, od strony Łomaz pojawili się karabinierzy rosyjscy pod wodzą Castellego. Ocalenia szukali Pułascy w brawurowym ataku. Franciszek dopadł samego Castellego, lecz ten zdążył śmiertelnie wypalić do niego z pistoletu. W 1931 lub 1932 r., niejaki Bojczewski ze Studzianki, odnalazł w tym miejscu szkielety ludzkie, szczątki trumien i zbroje. Około 1935 r. cmentarz zaorano. Według W. Osipiuka z Białej Podlaskiej jeszcze po II wojnie światowej, w pobliżu rzeki Zielawy, istniało „stare cmentarzysko”, które według podania miało być śladem jakiejś dawnej, wielkiej bitwy. Bitwa na Głuchu wymieniona została nawet w „Zemście” A. Fredry w akcie IV scenie 1. Cześnik Raprusiewicz dobywając szablę mówi: He, he, he! Pani barska! Pod Słonimiem, Podhajcami, Berdyczowem, Łomazami dobrze mi się wysłużyła. Z kajaka niestety nie widać tablicy opisującej to miejsce.


Chwilę później zbliżamy się do Studzianki. Z koryta rzeki widać pola, domu i zainteresowanych nami mieszkańców. Na 48 kilometrze w Szenejkach, dawnym majątku rodu Szenejko, którzy od 1672 r. do 1939 r. byli właścicielami folwarku otrzymujemy od miejscowych gospodyń pyszna zupę. Warto dodać, że to w pobliżu mostu w czasie II wojny istniało mini getto, gdzie pracowali Żydzi. Dalsza trasa biegła przez Dokudów dawne miasteczko Lewkowo, Ortel Królewski gdzie z koryta rzeki widać zabytkowy drewniany kościołek z 1706 roku. Ostania część wyprawy to Perkowice i Kłoda. Po kilkunastu godzinach wpłynęliśmy do Krzny ujścia naszej Zielawy w Woskrzenicach. Każdy otrzymał pamiątkowy medal i nei obyło się bez symbolicznego toastu szampanem na cześć zwycięstwa z rzeką.


Ekspedycja Zielawa to niesamowite wrażenia w trakcie pływania ale też i wyzwanie organizacyjne. Wykorzystaliśmy ewidentnie wysoki stan wody. Na rasie wspierali nas Mirek i Przemek, którzy stale byli w naszym pobliżu i dbali o to abyśmy nie byli głodni za co należą się im wielkie podziękowania. Kiedyś wrócimy na nią aby pokonać ją jeszcze raz. Teraz myślimy o przepłynięciu innej rzeki w naszym regionie.